Jak z bólu plułem krwią wszystkim po twarzach
Jak padłem w błoto i wyłem
Wiem tylko ja
To wiem tylko ja
{smscontact}
ślady łap


2012
maj
kwiecień
2011
grudzień
październik
wrzesień
2010
grudzień
listopad
wrzesień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
2006
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec



to do czego zawsze wracam...
niezapomniane krainy prawda jest... gdzies tam





BLOG









>
kotowilk



samotnik
A może to jednak ja jestem dziwna?
35 kilometrów wędrówki po puszczy
pomimo gryzących komarów, które nie pozwalały poleżeć na suchej trawie
w słońcu
czuć pod plecami ziemię
czuć ciepło na twarzy
ale mimo to niezwykle udany dzień


a był moment, gdy zastanawiałam się, czy komuś by tej wycieczki nie zaproponować...

trochę nie miałam komu

i całe szczęście

ciekawe kiedy jednak odejdę z Miasta...
2012-05-01 19:42:55 skomentuj (0)


wróciłam na chwilę, a może na dłużej
Znów dystans do świata... Pragnienie odpoczynku, pragnienie wędrówki przed siebie, daleko...
I poczucie niedopaswoania
I paskudna autocenzura, która nawet nie pozwala pisać swych uczuć...
Pisać otwarcie...

Dziwnie jest
Wrażenie jakby było się na Titanicu
Jakby jeszcze chciało sie raz ostatni upić kradzionym winem
Raz ostatni starannie wyczyścić pokład
Zatańczyć nieswój taniec
A potem będzie moja gora lodowa
Powitam ją z ulgą
Zaskrobie paznokciami po lodzie
By utrzymać się choć chwilę
Nim skoczę w wolnośc toni morskiej
Dryfować do przyjaznego brzegu lub zginąć...

Staram się nie bać przyszłości
Staram sie uczyć ufności
Staram się...

A czasem chciałabym już przestac sie uczyć, odpocząc. To się chyba nazywa nirwana...
2012-04-30 23:52:36 skomentuj (0)


Ustronie
Jak sen minęło kilka dni wykradzionych, dni w górach. Święta przemknęły jak błyskawica, może i trochę tak lepiej... A może powinnam pogrzebać w słowiańskiej tradycji i uczynić te święta prawdziwszymi... prawdziwszymi dla siebie, uczynić je... rytuałem...
Ale przede wszystkim były góry...
I było jak zawsze zaklinanie rzeczywistości
I...
Kilka dziwnych rozmów
Zaskakujących słów jakie kotowilk usłyszał
Słów, z których wynika, że kotowilk nie przypadkiem urodził się pod księżycem zdążającym do pełni...


Dziwnie
Czegoś za mało
Nie do końca

A może to tylko smak Drogi...?


2011-12-28 22:17:32 skomentuj (0)


wrażenia
Chrupiące kolory, oleiste dźwięki...
Fragment sesji, który bardzo, bardzo przypominał to co kotowilk czuł w czasie medytacji... Czy to znaczy, że kotowilk zaraz zacznie bełkotać nieskładnie i się rozsypywać???
Dźwięki były tak bardzo srebrne i smakowały deszczem i stalą...
Górskie doliny, wodospady, fjordy...
Środki przekazu
Piękne rzucające na kolana
Wyrywające łzy
Przejmujące, bolesne i tak... niedoopisania
Niby wszystko tak samo, gdy szok powoli mijał
Gdy twarze ludzi w pokoju powoli przebijały się przez obrazy pod otwartymi już powiekami
Niby...
Więc może kotowilk już rozsypuje się bełkocząc o muzyce barbecue;)?

2011-10-18 08:12:30 skomentuj (0)


powrót
I wrócił kotowilk w swój świat. Wrócił wdzięczny duńskiemu wichrowi, że zrozumiał kilka rzeczy dla niego ważnych - przede wszystkim wszelkie znaki na niebie i ziemie i przede wszystkim w kotowilku krzyczą by zmienić pracę. To co kotowilk robi jest bowiem głęboko pozbawione sensu na poziomie merytorycznym, więc skoro jeszcze nie sprawia żadnej radości ani satysfakcji ale za to morze stresu to po co w tym tkwić? Z powodu lęku przed bezrobociem? Lęk to jeden z najgorszych możliwych doradców.
Tylko trudno intensywnie szukać czegoś nowego, gdy rezerwy energetyczne istnieć przestały i kotowilk najchętniej by spał. Wstawał, szedł biegać, trochę poćwiczył i wracał spać dalej z przerwami może na sesje...

Ale kotowilk w Danii zrozumiał coś ważnego dla siebie, że czas by z drapieżnika stał się wyłącznie rybożercą.
Jak można mówić zwierzęciu 'nie bój się', gdy pobratymców jego zjada się z apetytem...? Jak można patrzeć na przepiękne krowy czy owce i myśleć o nich o jaki piękny kotlet... Kotowilk wie, że nie będzie w tym ortodoksyjny bo nie chcę zanadto sprawiać kłopotu innym, wie, że wybierać niejedzenie ssaków (i ptaków) będzie każdorazowo... Nie dokona tego wyboru raz jeden...
A dodatkowo dochodzi jeszcze aspekt taki, że kotowilk wie, że jest w stanie zabić rybę, o owocach morza nie wspominając... I wcale nie ma pewności, czy byłby w stanie umierając z głodu odebrać życie takiej owcy...

2011-10-18 08:06:10 skomentuj (0)


Podsumowanie
To nie tak, że nie znoszę Danii... To nie tak, że oddałabym wszystko by nigdy tu nie być...
Kraj ma swój niezaprzeczalny urok, cichy, spokojny urok pól ciągnących się po horyzont, rzadkich zagajników, niewielkich rzeczek płynących nad podziw wartko jak na płaskość terenu. Urok pasących się koni, mnóstwo innych zwierząt hodowlanych  - rożnobarwne owce, krowy nierogate o przepeknym czarnym makijażu wokół oczu, duża ilość zabawnych kózek i czasem majestatyczne stada czegoś co kojarzy mi się z bawołami, nie wiem co to zwierzęta...
I mnóstwo fauny wolnożyjącej - sarny, zające, kormorany...
Brzeg morski ni to jeziorny ni to morski - płytkie rozległe zatoki odcięte wąskimi przesmykami od morza, prawie nie ma fal, nie ma plaż ni kamienistych ni piaszczystych, delikatny ledwo wyczuwalny posmak morza w wietrze.
Wiatr.... wiatr jest wszędzie i zawsze i z dowolnej strony. Niby drzewa powyginane pod jego porywami  w jednym kierunku ale każda wyprawa na rowerze szybko udawadnia, że wiatr jest zawsze w twarz...
To co zdumiewa to ludzie - ich uczciwość, życzliwość, spokój, brak pośpiechu... Może to kwestia prowincji, choć w samym Slagelse widziałam to samo.... Kopenhaga jst na pewno inna, ale stolice są inne niż kraj, do którego przynależą...
W maleńkich wioseczkach przed domami stragany. Wszytko od owoców i warzyw poprzez naczynia, sztućce, płyty po meble. Cena przyczepiona gdzieś w okolicy i szkatułka w której należy zostawić pieniądze. Ceny zwłaszcza jak na drożyznę tu panującą śmieszne...  I ludzie biorą co im potrzebne, zostawiają należność i jadą dalej. Ponoć w lecie tego wszędzie pełno...
To samo w Instytucie - zwłaszcza po godzinach czy w weekendy ciasto w stołówce obok niego cena i spodeczek z pieniędzmi... Pełna samoobsługa, jak i przez większość casu gdy jest szwedzki bufet w czasie posiłków...
U nas przecież by to nie przeszło...
A co ciekawe tutaj przecież nie tylko są Duńczycy, ale jak widać system działa... Czy przyjeżdżają tu sami uczciwi? Czy też wiara w ludzką uczciwość wymusza uczciwe zachowania? Chyba to drugie...
Tak więc Dania to piękny kraj, choć nie aż tak fascynujący by tu przyjeżdżać na wakacje, przy cenach jakie oferuje... Ale stypednia jakie oferuje doktorantom czy postdocom... Jak to podsumowała moja rozmówczyni - za połowę stypendium wynajmujesz mieszkanie i się utrzymujesz z rodziną a drugą połowę odkładasz na zaś...

Tak więc kończąc - Danii nie da się nie polubić za jej niezwykle miękką, ciepłą energię, więc ją polubiłam, uległam jej urokowi.
Natomiast swojej pracy nie lubię - za dużo stresu, za często nie wychodzi - nie nadaję się do tego...
Ale to czego naprawdę nie znoszę to to jak jestem traktowana w pracy... I bynajmniej Duńczykom nie mam absolutnie nic do zarzucenia...
2011-10-03 16:38:23 skomentuj (2)


broken again
Jestem żałosna
I żałośnie pieprzę swoje życie ciągle od nowa
Brak mi odwagi, żeby je zmienić, ale też jakoś za dużo szans na to nie mam. Mam iść na przedstawiciela handlowego? Jak mam wręcz paniczny lęk przed narzucaniem się innym i przed zostaniem odrzuconym?? Jak od zawsze każda nawet w głupiej sprawie odmowa stawiała mnie na krawędzi łez. Lęk przed odrzuceniem - na pewno.
Mam wrażenie, że cała "praca nad sobą" jest bezsensem, mrzonką, którą się tylko popieprzone jednostki, taki jak ja, oszukują...

Mam kiepsko płatną pracę, której nienawidzę i w której daję sobą pomiatać. Pracę, która i tak dostarcza mi ogromu stresu, choć jednocześnie absolutnie nic z nią nie wiążę - żadnych planów zawodowego spełnienia. Poszłam na biologię z nastoletniego buntu... Dostałam się na doktorat po znajomości.... Po znajomości trafiłam do swego rodzaju piekiełka... Niestety nie wyleciałam po pierwszym roku. Potem znalazłam pracę, ufnie i radośnie do niej podchodziłam, pełna entuzjazmu, niepomna na ostrzeżenia, że mam doczynienia z psychopatą... Cóż nie miałam nic innego do wyboru, bo miejsce wymarzone okazało się mnie nie chcieć, choć włożyłam w to dziką ilość czasu i energii... I zrezygnowałam z wyjazdu.... Tia... docenili mnie... jako wolontariusza...
Podsumowywując  - mam doświadczenie w typie roboty, którą właśnie rzygam, gdziekolwiek indziej będę zaczynać od totalnego zera... Ale żeby ktoś mnie jeszcze zechciał...

Prywatnie - cóż mam za sobą x związków, ale jak widać nie nadaję się do związków, bo żaden nie przetrwał...

Czasem naprawdę myślę, że moja wiara w reinkarnację to nadzieja desperata, że nie spieprzę kolejnej inkarnacji.... do której coraz bardziej tęsknię...

To jest żałosne, ta notka jest żałosna, ja jestem żałosna...

I nie mam już sił...


i muszę się jakoś uspokoić bo na pewno w łzach jest pieprzona rnaza...

There’s my dreams
Bloody, dying, face down to the floor
I can’t relieve the emptiness
Struggle all alone to fight my war

Day by day
I feel it slippin’ away
The more I stumble
The more I fade away

All the things you try to hide
And every time you had to lie
I’m broken
Every smile I had to fake
And every time I want to break
I’m broken again

Nothing
Seem to be just what I've become
With every ounce of faith I give
Still feel it all coming undone

Day by day
I feel you slippin’ away
The more I crumble
The more I need to pray
All the things you try to hide
And every time you had to lie
I’m broken
Every smile I had to fake
And every time I want to break
I’m broken again

//Another Animal//
2011-10-01 05:46:15 skomentuj (1)


sinusoida
I już rzeczywistość labowa dała mi w łeb i poprawiła kolbą z drugiej strony...

Chciałabym normalnej pracy... NORMALNEJ...

Jak w labie mi nie wychodzi mam reakcje na poziomie 3-letniego dziecka. Rzucić w cholerę wszystko, może jeszcze coś podpalić przy okazji, albo zrobić sobie jakąś ciężką krzywdę...

Mam dość.

TOTALNIE

I co z tego, że wiem, że dól to kwestia zmęczenia...
Ta wiedza niewiele pomaga....

Bezsensownego zmęczenia, skoro wszystko się pieprzy...

2011-09-26 08:54:40 skomentuj (7)


NN - net+natura
Dziwny czas, a może to ja jestem dziwna?
Jestem tu po raz trzeci w przeciągu ostatnich 5 miesięcy.
Dwa razy mieszkałam w mieście, teraz mieszkam na campusie, który jest w szczerym polu (dosłownie, a że wszędzie wokół plasko to kompleks szklarni widać z daleka...)
Dwa pierwsze razy były koszmarem, bo nic nie chciało się ze strony doświadczalnej układać jak powinno, wszystko, czego nie dotknąć sypało się pod palcami. Pierwszy czas zakończył się zwycięstwem moim, drugi zwycięstwem materii...
I jeszcze ciągle to uczucie, że kradną mi życie, kradną mi weekendy letnie i wiosenne, czas na wspólne wypady z przyjaciółmi... czas na sesje... Kradną mi moje życie...
Teraz... Cóż... Powoli jakoś robota idzie do przodu, choć zostaję tu dłużej niż planowałam, ale generalnie jest lepiej. Znacznie leiej - żadnego wieczoru, żadnej nocy nie przepłakałam.
Czemu?
Rzecz jasna pierwsza odpowiedź prosta brzmi - po drodze miałam swoje góry, swój czas... Odpoczynek.
Ale wrażenie, że chodzi o coś więcej - kusząca odpowiedź - wreszcie jakoś uporałam się ze swoją psychiką jest daleka od prawdy.
Ale trzy punkty wydają się być znaczące:
1. dostęp do netu - dla grającego też mailowo, ciężo uzależnionego RPGowca to ogromnie wiele
2. wokół pola, nie ma miasta
3. darmowy rower, który pozwala skorzystać z nieskończoności pól...

I jaki z tego wniosek?

Chyba powinnam oswajać się z myślą wyprowadzki z Warszawy. Może na początek pod Warszawę, by nie tracić kontaktu z przjaciółmi, z treningami... A potem... Może kiedyś...

dajcie mi Moje Piękne Góry kiedyś Dom...


2011-09-25 12:42:32 skomentuj (0)


i nie oszukiwałam:))

2011-09-23 16:53:17 skomentuj (1)


....
Wiatr
I złotozielone przestrzenie
Taniec wśród pól
Na granicy szarych chmur
I mokrej ziemi
Te same pytania co zawsze
Brak odpowiedzi ten sam co zawsze...
Jest tylko trans
Trans kroków
Trans oddechu
Trans wichru
Kolejny skok w nieskończoność
Myśli i pytań...
Palce zanurzają się w niewidzialnym futrze
Ciepło tętniące pod dłonią
Jesteś?
Milczenie odpowiedzi...
2011-09-14 08:11:01 skomentuj (3)


powrót
Eh, no i mam sentyment do teg miejsca...
Co ja na to poradzę? Obiecałam sobie nie pisać, bo głównie zaglądam tutaj gdy mi źle, więc pozostawiam zapis smutków i żali...
Ale pomyślałam, że mogę też inaczej bardziej twórczo wykorzystać to miejsce..
Nie... jeszcze nie do opowieści frontowej, która coraz częściej chodzi mi po głowie...
Ale jak na razie ledwo zdążam z odpowiedziami na maile sesyjne.
I bardzo mi się nie podoba, że mój świat ogranicza sie do komputerowego ekranu - w pracy komp, relaks przy kompie...
No pomijając relaks typu bieganie...
2011-09-14 08:08:36 skomentuj (0)


30 day book challenge

Skoro zostałam zmotywowana do book challenege i do zamieszczania tego na stronie....



30 Day Book Challenge

Day 01 - Best book you read last year - Grave Peril by Jim Butcher
Day 02 - A book that you’ve read more than 3 times - Siewca Wiatru wygrywa z Władcą Pierścieni, którego jednak  w całości nie przeczytałam 3 razy...
Day 03 - Your favorite series - Dresden Files - przynajamniej na ta chwilę
Day 04 - Favorite book of your favorite series - Grave Peril - opis reanimacji ze strony reanimowanego - bezcenne.
Day 05 - A book that makes you happy - Magia, która pomaga żyć - faktycznie pomaga;)
Day 06 - A book that makes you sad - Czeczeński specnaz - brzmi jak apel poległych
Day 07 - Most underrated book - - tytułu oficjalnego nie pomnę - opowieśc o warszawskich harpiach, ktora nigdy nie doczekala się druku
Day 08 - Most overrated book - Wojna polskoruska pod falga białoczerwoną - tyle okrzyków zachwytu ja po przeczytaniu kilku stron (więcej nie dałam rady) czułam sie jakbym sie wytarzała w gnojowce
Day 09 - A book you thought you wouldn’t like but ended up loving  Camus Dzuma była lekturą, na początku podchodzilam do niej jak pies do jeża, ale potem bylo z każdą stroną lepiej choc zabitego wyżła i tak nie wybaczę
Day 10 - Favorite classic book -Favorite classic book - Dziady, chyba jednak Dziady a nie Potop...
Day 11 - A book you hated. - myślę, że ranking szkolnych lektur wygrywa Nasza Szkapa i zaraz z ania inne nowele Konopnickiej i innych pozytywistów...
Day 12 - A book you used to love but don’t anymore - Podróż Wędrowca do Świtu - teraz dopiero widze jak bardzo moralizatorski jest.
Day 13 - Your favorite writer - Zelazny chyba, zmieniali się często, ostatnio coraz częściej, ale ten pozostał
Day 14 - Favorite book of your favorite writer - Droga - niezwykle dziwna, poetycka i nietypowa
Day 15 - Favorite male character - Daimon Frey z Siewcy Wiatru
Day 16 - Favorite female character - Kerowyn z Prawa Miecza
Day 17 - Favorite quote from your favorite book - there is small difference between courage and stupidity. If you survive you were couragous, if you die you were stupid.  - jakos tak to brzmiało
Day 18 - A book that disappointed you - akon końca świata - po przeczytaniu Siewcy Wiatru tej samej autorki naprawdę liczyłam na więcej...
Day 19 - Favorite book turned into a movie - bez dwóch zdań Władca Pierścieni
Day 20 - Favorite romance book - chyba "Iron kissed" dla pewnej uroczej kojotołaczki nie mogącej sie zdecydować między dwoma wilkolakami i jeszcze okrutnie skrzywdzonej;)
Day 21 - Favorite book from your childhood - hm definicja dzieciństwa nastarcza problemy, ale w zależności od tego jak patrzeć to chyba będą "Bracia Lwie Serce" albo "Upadek Strzały" albo "Baśnie braci Grimm " albo "Lato Leśnych Ludzi" część II zdecydowanie...
Day 22 - Favorite book you own - po długim namyśle "A źródło wciąż bije" - dużo mnie kosztowało zostać jej właścicielem
Day 23 - A book you wanted to read for a long time but still haven’t - długa lista zaległości, ale chybanajbardziej "the shaman in the woman body" kupiona wiele lat temu, zaczęta, bardzo ciekawa i... gdzieś porzuciłam ja na 20 czy 30 stronie..
Day 24 - A book that you wish more people would’ve read - Ruda Sfora, dołujące, mroczne, ale z iskierką nadziei... "i pamiętaj, że dana ci pamięć"
Day 25 - A character who you can relate to the most - Anna z Alpha nad Omega Story
Day 26 - A book that changed your opinion about something - Życie jako święty kontrakt, chyba to taka ksiażka, co ma takie zadanie
Day 27 - The most surprising plot twist or ending - dworce Chaosu
Day 28 - Favorite title - Kamienie na szaniec - nic dodac nic ująć
Day 29 - A book everyone hated but you liked - Dywizjon 303, bł lektura w podstawówce...
Day 30 - Your favorite book of all time - Wyprawa Tolkiena
2010-12-12 20:49:34 skomentuj (7)


the war in my head...

wanted to believe
As I watched your world
Crumble in your hands
I wanted to believe
As you raised your glass
To your last stand
And I wanted to believe
You would win
The war in your head
That I did not understand
That I did not understand

Jestem zmęczona… Brak snu… Oszustwo. Okłamywanie samej siebie. Zatrzasnęłam uczucia w środku, masa zestalonej energii, to jak ma mi jej starczać na co dzień? Codzienna walka ze sobą, by wstać, by zrobić co trzeba… Pragnienie ucieczki w sen… Gruba tafla szkła, która od wszystkiego oddziela, coraz bardziej mlecznego szkła. A przecież nie dzieje się nic, a nawet to co się dzieje ma szansę być pozytywne. Zmuszać się do pozytywnego myślenia, zmuszać się do czynności, które jeszcze niedawno dawały przyjemność, radość… Czy każdy dzień to ma być walka ze sobą? Ja tak nie chcę, nie mam siły… Znów, po raz kolejny czuję się u punktu wyjścia… I wiem, że zagryzę zęby, by przetrwać kolejny dzień, byle dalej… po co? Do czego? Do następnej inkarnacji, by zmierzyć się znów z tym samym? Ze sobą…

A przecież wszystko jest w porządku…

 



2010-11-17 10:19:19 skomentuj (0)


jesiennie
Jestem uzależniona od słońca. Jego brak wywołuje u mnie syndrom wycofania i zwiększonego lenistwa...
Jak już nie mogę mieć wakacji i być poza miastem t przynajmniej chcę słońca, ładnej pogody...
Eh... czas się wziąć za siebie a nie marudzić...
2010-09-15 08:45:43 skomentuj (1)




WILK
Czuwa nad Tobą duch WILKA...
Jesteś odważny, dumny i mądry.
Nie za bardzo lubisz sie bić chyba, że w obronie kogoś.
Kochasz wolność i uwielbiasz naturę.
Jesteś takze bardzo towarzyski chociaż samemu tez potrafisz sobie poradzić. Kim jest twój duchowy przewodnik?
Quiz by Lupus