| {smscontact} |
![]() > |
kotowilk samotnik A może to jednak ja jestem dziwna? 35 kilometrów wędrówki po puszczy pomimo gryzących komarów, które nie pozwalały poleżeć na suchej trawie w słońcu czuć pod plecami ziemię czuć ciepło na twarzy ale mimo to niezwykle udany dzień a był moment, gdy zastanawiałam się, czy komuś by tej wycieczki nie zaproponować... trochę nie miałam komu i całe szczęście ciekawe kiedy jednak odejdę z Miasta... 2012-05-01 19:42:55 skomentuj (0) wróciłam na chwilę, a może na dłużej Znów dystans do świata... Pragnienie odpoczynku, pragnienie wędrówki przed siebie, daleko... I poczucie niedopaswoania I paskudna autocenzura, która nawet nie pozwala pisać swych uczuć... Pisać otwarcie... Dziwnie jest Wrażenie jakby było się na Titanicu Jakby jeszcze chciało sie raz ostatni upić kradzionym winem Raz ostatni starannie wyczyścić pokład Zatańczyć nieswój taniec A potem będzie moja gora lodowa Powitam ją z ulgą Zaskrobie paznokciami po lodzie By utrzymać się choć chwilę Nim skoczę w wolnośc toni morskiej Dryfować do przyjaznego brzegu lub zginąć... Staram się nie bać przyszłości Staram sie uczyć ufności Staram się... A czasem chciałabym już przestac sie uczyć, odpocząc. To się chyba nazywa nirwana... 2012-04-30 23:52:36 skomentuj (0) Ustronie Jak sen minęło kilka dni wykradzionych, dni w górach. Święta przemknęły jak błyskawica, może i trochę tak lepiej... A może powinnam pogrzebać w słowiańskiej tradycji i uczynić te święta prawdziwszymi... prawdziwszymi dla siebie, uczynić je... rytuałem... Ale przede wszystkim były góry... I było jak zawsze zaklinanie rzeczywistości I... Kilka dziwnych rozmów Zaskakujących słów jakie kotowilk usłyszał Słów, z których wynika, że kotowilk nie przypadkiem urodził się pod księżycem zdążającym do pełni... Dziwnie Czegoś za mało Nie do końca A może to tylko smak Drogi...? 2011-12-28 22:17:32 skomentuj (0) wrażenia Chrupiące kolory, oleiste dźwięki... Fragment sesji, który bardzo, bardzo przypominał to co kotowilk czuł w czasie medytacji... Czy to znaczy, że kotowilk zaraz zacznie bełkotać nieskładnie i się rozsypywać??? Dźwięki były tak bardzo srebrne i smakowały deszczem i stalą... Górskie doliny, wodospady, fjordy... Środki przekazu Piękne rzucające na kolana Wyrywające łzy Przejmujące, bolesne i tak... niedoopisania Niby wszystko tak samo, gdy szok powoli mijał Gdy twarze ludzi w pokoju powoli przebijały się przez obrazy pod otwartymi już powiekami Niby... Więc może kotowilk już rozsypuje się bełkocząc o muzyce barbecue;)? 2011-10-18 08:12:30 skomentuj (0) powrót I wrócił kotowilk w swój świat. Wrócił wdzięczny duńskiemu wichrowi, że zrozumiał kilka rzeczy dla niego ważnych - przede wszystkim wszelkie znaki na niebie i ziemie i przede wszystkim w kotowilku krzyczą by zmienić pracę. To co kotowilk robi jest bowiem głęboko pozbawione sensu na poziomie merytorycznym, więc skoro jeszcze nie sprawia żadnej radości ani satysfakcji ale za to morze stresu to po co w tym tkwić? Z powodu lęku przed bezrobociem? Lęk to jeden z najgorszych możliwych doradców. Tylko trudno intensywnie szukać czegoś nowego, gdy rezerwy energetyczne istnieć przestały i kotowilk najchętniej by spał. Wstawał, szedł biegać, trochę poćwiczył i wracał spać dalej z przerwami może na sesje... Ale kotowilk w Danii zrozumiał coś ważnego dla siebie, że czas by z drapieżnika stał się wyłącznie rybożercą. Jak można mówić zwierzęciu 'nie bój się', gdy pobratymców jego zjada się z apetytem...? Jak można patrzeć na przepiękne krowy czy owce i myśleć o nich o jaki piękny kotlet... Kotowilk wie, że nie będzie w tym ortodoksyjny bo nie chcę zanadto sprawiać kłopotu innym, wie, że wybierać niejedzenie ssaków (i ptaków) będzie każdorazowo... Nie dokona tego wyboru raz jeden... A dodatkowo dochodzi jeszcze aspekt taki, że kotowilk wie, że jest w stanie zabić rybę, o owocach morza nie wspominając... I wcale nie ma pewności, czy byłby w stanie umierając z głodu odebrać życie takiej owcy... 2011-10-18 08:06:10 skomentuj (0) Podsumowanie To nie tak, że nie znoszę Danii... To nie tak, że oddałabym wszystko by nigdy tu nie być... Kraj ma swój niezaprzeczalny urok, cichy, spokojny urok pól ciągnących się po horyzont, rzadkich zagajników, niewielkich rzeczek płynących nad podziw wartko jak na płaskość terenu. Urok pasących się koni, mnóstwo innych zwierząt hodowlanych - rożnobarwne owce, krowy nierogate o przepeknym czarnym makijażu wokół oczu, duża ilość zabawnych kózek i czasem majestatyczne stada czegoś co kojarzy mi się z bawołami, nie wiem co to zwierzęta... I mnóstwo fauny wolnożyjącej - sarny, zające, kormorany... Brzeg morski ni to jeziorny ni to morski - płytkie rozległe zatoki odcięte wąskimi przesmykami od morza, prawie nie ma fal, nie ma plaż ni kamienistych ni piaszczystych, delikatny ledwo wyczuwalny posmak morza w wietrze. Wiatr.... wiatr jest wszędzie i zawsze i z dowolnej strony. Niby drzewa powyginane pod jego porywami w jednym kierunku ale każda wyprawa na rowerze szybko udawadnia, że wiatr jest zawsze w twarz... To co zdumiewa to ludzie - ich uczciwość, życzliwość, spokój, brak pośpiechu... Może to kwestia prowincji, choć w samym Slagelse widziałam to samo.... Kopenhaga jst na pewno inna, ale stolice są inne niż kraj, do którego przynależą... W maleńkich wioseczkach przed domami stragany. Wszytko od owoców i warzyw poprzez naczynia, sztućce, płyty po meble. Cena przyczepiona gdzieś w okolicy i szkatułka w której należy zostawić pieniądze. Ceny zwłaszcza jak na drożyznę tu panującą śmieszne... I ludzie biorą co im potrzebne, zostawiają należność i jadą dalej. Ponoć w lecie tego wszędzie pełno... To samo w Instytucie - zwłaszcza po godzinach czy w weekendy ciasto w stołówce obok niego cena i spodeczek z pieniędzmi... Pełna samoobsługa, jak i przez większość casu gdy jest szwedzki bufet w czasie posiłków... U nas przecież by to nie przeszło... A co ciekawe tutaj przecież nie tylko są Duńczycy, ale jak widać system działa... Czy przyjeżdżają tu sami uczciwi? Czy też wiara w ludzką uczciwość wymusza uczciwe zachowania? Chyba to drugie... Tak więc Dania to piękny kraj, choć nie aż tak fascynujący by tu przyjeżdżać na wakacje, przy cenach jakie oferuje... Ale stypednia jakie oferuje doktorantom czy postdocom... Jak to podsumowała moja rozmówczyni - za połowę stypendium wynajmujesz mieszkanie i się utrzymujesz z rodziną a drugą połowę odkładasz na zaś... Tak więc kończąc - Danii nie da się nie polubić za jej niezwykle miękką, ciepłą energię, więc ją polubiłam, uległam jej urokowi. Natomiast swojej pracy nie lubię - za dużo stresu, za często nie wychodzi - nie nadaję się do tego... Ale to czego naprawdę nie znoszę to to jak jestem traktowana w pracy... I bynajmniej Duńczykom nie mam absolutnie nic do zarzucenia... 2011-10-03 16:38:23 skomentuj (2) broken again Jestem żałosna I żałośnie pieprzę swoje życie ciągle od nowa Brak mi odwagi, żeby je zmienić, ale też jakoś za dużo szans na to nie mam. Mam iść na przedstawiciela handlowego? Jak mam wręcz paniczny lęk przed narzucaniem się innym i przed zostaniem odrzuconym?? Jak od zawsze każda nawet w głupiej sprawie odmowa stawiała mnie na krawędzi łez. Lęk przed odrzuceniem - na pewno. Mam wrażenie, że cała "praca nad sobą" jest bezsensem, mrzonką, którą się tylko popieprzone jednostki, taki jak ja, oszukują... Mam kiepsko płatną pracę, której nienawidzę i w której daję sobą pomiatać. Pracę, która i tak dostarcza mi ogromu stresu, choć jednocześnie absolutnie nic z nią nie wiążę - żadnych planów zawodowego spełnienia. Poszłam na biologię z nastoletniego buntu... Dostałam się na doktorat po znajomości.... Po znajomości trafiłam do swego rodzaju piekiełka... Niestety nie wyleciałam po pierwszym roku. Potem znalazłam pracę, ufnie i radośnie do niej podchodziłam, pełna entuzjazmu, niepomna na ostrzeżenia, że mam doczynienia z psychopatą... Cóż nie miałam nic innego do wyboru, bo miejsce wymarzone okazało się mnie nie chcieć, choć włożyłam w to dziką ilość czasu i energii... I zrezygnowałam z wyjazdu.... Tia... docenili mnie... jako wolontariusza... Podsumowywując - mam doświadczenie w typie roboty, którą właśnie rzygam, gdziekolwiek indziej będę zaczynać od totalnego zera... Ale żeby ktoś mnie jeszcze zechciał... Prywatnie - cóż mam za sobą x związków, ale jak widać nie nadaję się do związków, bo żaden nie przetrwał... Czasem naprawdę myślę, że moja wiara w reinkarnację to nadzieja desperata, że nie spieprzę kolejnej inkarnacji.... do której coraz bardziej tęsknię... To jest żałosne, ta notka jest żałosna, ja jestem żałosna... I nie mam już sił... i muszę się jakoś uspokoić bo na pewno w łzach jest pieprzona rnaza... There’s my dreams Bloody, dying, face down to the floor I can’t relieve the emptiness Struggle all alone to fight my war Day by day I feel it slippin’ away The more I stumble The more I fade away All the things you try to hide And every time you had to lie I’m broken Every smile I had to fake And every time I want to break I’m broken again Nothing Seem to be just what I've become With every ounce of faith I give Still feel it all coming undone Day by day I feel you slippin’ away The more I crumble The more I need to pray All the things you try to hide And every time you had to lie I’m broken Every smile I had to fake And every time I want to break I’m broken again //Another Animal// 2011-10-01 05:46:15 skomentuj (1) sinusoida I już rzeczywistość labowa dała mi w łeb i poprawiła kolbą z drugiej strony... Chciałabym normalnej pracy... NORMALNEJ... Jak w labie mi nie wychodzi mam reakcje na poziomie 3-letniego dziecka. Rzucić w cholerę wszystko, może jeszcze coś podpalić przy okazji, albo zrobić sobie jakąś ciężką krzywdę... Mam dość. TOTALNIE I co z tego, że wiem, że dól to kwestia zmęczenia... Ta wiedza niewiele pomaga.... Bezsensownego zmęczenia, skoro wszystko się pieprzy... 2011-09-26 08:54:40 skomentuj (7) NN - net+natura Dziwny czas, a może to ja jestem dziwna? Jestem tu po raz trzeci w przeciągu ostatnich 5 miesięcy. Dwa razy mieszkałam w mieście, teraz mieszkam na campusie, który jest w szczerym polu (dosłownie, a że wszędzie wokół plasko to kompleks szklarni widać z daleka...) Dwa pierwsze razy były koszmarem, bo nic nie chciało się ze strony doświadczalnej układać jak powinno, wszystko, czego nie dotknąć sypało się pod palcami. Pierwszy czas zakończył się zwycięstwem moim, drugi zwycięstwem materii... I jeszcze ciągle to uczucie, że kradną mi życie, kradną mi weekendy letnie i wiosenne, czas na wspólne wypady z przyjaciółmi... czas na sesje... Kradną mi moje życie... Teraz... Cóż... Powoli jakoś robota idzie do przodu, choć zostaję tu dłużej niż planowałam, ale generalnie jest lepiej. Znacznie leiej - żadnego wieczoru, żadnej nocy nie przepłakałam. Czemu? Rzecz jasna pierwsza odpowiedź prosta brzmi - po drodze miałam swoje góry, swój czas... Odpoczynek. Ale wrażenie, że chodzi o coś więcej - kusząca odpowiedź - wreszcie jakoś uporałam się ze swoją psychiką jest daleka od prawdy. Ale trzy punkty wydają się być znaczące: 1. dostęp do netu - dla grającego też mailowo, ciężo uzależnionego RPGowca to ogromnie wiele 2. wokół pola, nie ma miasta 3. darmowy rower, który pozwala skorzystać z nieskończoności pól... I jaki z tego wniosek? Chyba powinnam oswajać się z myślą wyprowadzki z Warszawy. Może na początek pod Warszawę, by nie tracić kontaktu z przjaciółmi, z treningami... A potem... Może kiedyś... dajcie mi Moje Piękne Góry kiedyś Dom... 2011-09-25 12:42:32 skomentuj (0) i nie oszukiwałam:)) 2011-09-23 16:53:17 skomentuj (1) .... Wiatr I złotozielone przestrzenie Taniec wśród pól Na granicy szarych chmur I mokrej ziemi Te same pytania co zawsze Brak odpowiedzi ten sam co zawsze... Jest tylko trans Trans kroków Trans oddechu Trans wichru Kolejny skok w nieskończoność Myśli i pytań... Palce zanurzają się w niewidzialnym futrze Ciepło tętniące pod dłonią Jesteś? Milczenie odpowiedzi... 2011-09-14 08:11:01 skomentuj (3) powrót Eh, no i mam sentyment do teg miejsca... Co ja na to poradzę? Obiecałam sobie nie pisać, bo głównie zaglądam tutaj gdy mi źle, więc pozostawiam zapis smutków i żali... Ale pomyślałam, że mogę też inaczej bardziej twórczo wykorzystać to miejsce.. Nie... jeszcze nie do opowieści frontowej, która coraz częściej chodzi mi po głowie... Ale jak na razie ledwo zdążam z odpowiedziami na maile sesyjne. I bardzo mi się nie podoba, że mój świat ogranicza sie do komputerowego ekranu - w pracy komp, relaks przy kompie... No pomijając relaks typu bieganie... 2011-09-14 08:08:36 skomentuj (0) 30 day book challenge Skoro zostałam zmotywowana do book challenege i do zamieszczania tego na stronie....
|